Szukaj
  • edukosmetologia

Wstęp do diagnostyki, czyli znowu o... psychologii:)

W moim gabinecie, kilka dni temu...


Dzwoni telefon, ale nie mogę odebrać, bo kończę właśnie rozmowę z klientką. Po jej wyjściu oddzwaniam.


- Pani Małgosiu, dziękuję, że Pani oddzwania, bo muszę z Panią porozmawiać - od razu poznaję głos miłej dziewczyny (kosmetolożki - otwierającej właśnie swój gabinet), która kilka tygodni wcześniej była uczestniczką prowadzonego przeze mnie szkolenia z diagnostyki skóry


- Jasne. W czym mogę pomóc, Pani... Balbino (hihihiiiii) - musiałam zmienić imię mojej rozmówczyni na najmniej spotykane - nasza branża nie jest w końcu taka wielka:)


- Mam problem. Po szkoleniu zrobiłam wszystko, tak jak ustaliłyśmy. Kupiłam lampę Wooda i prosty analizer, zrobiłam druki ze swoim logo i wprowadziłam opłatę za diagnozowanie i mam całkiem sporo klientów, ale... jakoś tak, nie czuję się pewna, kiedy to robię. Ciągle mam wrażenie, że mogłam coś pomylić, albo źle ocenić, albo... itd. itp.


Nie była to jedyna rozmowa o takiej treści. Podobną rozmowę prowadziłam już kilka razy, dlatego tym razem postanowiłam coś o tym napisać:).

Zwykle, w takich sytuacjach opowiadam mały fragment mojej historii zawodowej (postaram się bez moralizatorskiego tonu, gdyby jednak coś mi się wymknęło, wybaczcie):).


Kiedy postanowiłam zająć się zawodowo diagnostyką skóry, zakupiłam różne urządzenia i przeczytałam stertę książek i artykułów naukowych, a potem przez prawie 2 lata, w każdą wolną od pracy sobotę, zapraszałam, do wynajętego wtedy na godziny gabinetu, wszystkich znajomych oraz znajomych, znajomych i ... diagnozowałam, oceniałam i badałam ich skórę... za darmo (zajmowało mi to wiele godzin).

Potem przez kolejne 4 lata robiam to w codziennej pracy. Obecnie, niektórzy ludzie uważają, że znam się na tej robocie (boszsz, jacy dobrzy ludzie są na świecie) :).


Czy oznacza to, że dzisiaj nie mam juz żadnych wątpliwości?


Jeśli traktujemy badanie i ocenianie skóry poważnie, a nie tak jak uczą nas tego w szkołach (uwaga będę cytować: "skórę dzielimy na suchą, tłustą, normalną i mieszaną":), no i jeszcze zaszalejmy, na: "naczynkową, dojrzałą, wrażliwą i atroficzną"), to może się okazać, że wiele razy będziemy mieć wątpliwości.


Wynika to z natury rzeczy - diagnozowanie chorób skóry (w przypadku dermatologów), czy stanu i kondycji skóry (w przypadku kosmetologów) jest kwestią wiedzy, ale także doświadczenia. To oczywiste, prawda? Ktoś kto widział 1000 przypadków problemów skóry jest bogatszy w doświadczenie, od tego, który widzial ich 100 - proste, nie?


Nie ma co przyspieszać tego procesu, tylko... robić swoje.


A brak pewności siebie może być w takiej sytuacji zaletą, nie wadą. Ostrożność jest super. Pokora jest super - jest dowodem kompetencji i profesjonalizmu. Jest, w mojej ocenie, dużo lepsza od pychy i brawury, której pełno wokół.


Pewnie każdy z nas ma w swoim otoczeniu kogoś, kto nieco przedwcześnie, sam siebie mianował ekspertem w dopiero co poznanej dziedzinie (tzw. eksperci "jednej książki"), czyli jeszcze się dobrze sam nie nauczył, a już naucza innych :).


Powiem Wam nawet, że naukowcy zbadali to zjawisko dość dobrze. Nazywa się ono efektem Dunninga -Krugera (od nazwisk dwóch psychologów) i polega na tym, że osoby mniej wykwalifikowane w danej dziedzinie mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tym obszarze i odwrotnie, Ci którzy są wysoko wykwalifikowani w konkrentym zagadnieniu, zaniżają swoje kompetencje. Tak sobie myślę, że w naszej branży zjawisko Dunninga - Krugera ma się chyba całkiem dobrze...:).


Tak więc niepewność na pocżątku zawodowej drogi jest... bardzo pożądana :).

Nieco przekornie, trochę niepewności życzę i pozdrawiam:)


Małgorzata Krzykowska*


*Powyższy tekst oraz zdjęcia są własnością amiamo.pl Małgorzata Krzykowska i są chronione prawami autorskimi. Jeśli chcesz przywołać tekst lub zdjęcie tu zamieszczone podaj jego autora i źródło.




0 wyświetlenia