Szukaj
  • edukosmetologia

Wiedza, czy niewiedza?

Wyobraźcie sobie, że były takie czasy, że największym problemem studenta, magistranta, czy doktoranta było nie to, żeby się czegoś nauczyć, tylko to, żeby zdobyć źródło, z którego będzie można się nauczyć. Zapytacie skąd to wiem? Hmmm... nie wiem, chyba musiał mi to ktoś opowiedzieć...:).





A serio, to pamiętam, jak za czasów mojego pierwszego studiowania (a było to na najlepszym uniwersytecie na świecie, czyli Uniwersytecie Gdańskim:)), aby przeczytać jakiś sensowny artykuł, czy książkę, albo po prostu przygotować się do zajęć, czy kolokwium trzeba było pójść do... biblioteki. W bibliotece można było wypożyczyć książkę, którą polecił nam wykładowca danego przedmiotu lub poczytać tę książkę na miejscu. Lubię precyzję, więc w tym miejscu muszę doprecyzować. Poczytać książkę na miejscu można było zawsze, ale wypożyczyć... raczej tylko w teorii. Jeżeli Wam powiem, że studentów na roku, na jednym tylko wydziale było kilkuset, a wymarzonej książki 2 lub 3 egzemplarze, to chyba dalej wyjaśniać niczego nie potrzeba.


Przywoływana tu biblioteka była jedynym miejscem, w którym można było zdobyć jakieś sensowne źródło wiedzy (może Was zaskoczę, ale nie było wtedy internetu, co oznacza ni mniej, ni więcej, tylko to, że koniec świata już kiedyś był:)).

Ale kiedy już się poszło do tej biblioteki, usiadło w milutkiej i cichej czytelni można było ze spokojem siedzieć cztery godziny non stop, żeby czytać tę książkę i robić z niej notatki, normalnym długopisem, w normalnym zeszycie w kratkę (nie chcę dolewać oliwy do ognia, ale telefonów też nie było:)).


Z dzisiejszej perspektywy tamta sytuacja miala swoje plusy. Wiadomo było, że taki księgozbiór uniwersyteckiej biblioteki był przez kogoś weryfikowany i mógł człowiek ze spokojem oddać się lekturze.


Dzisiaj jest inaczej. Wiedzę na dowolny temat można znaleźć w ciągu kilku minut, bez ruszania się z kanapy. Jest jednak inny, całkiem niemały problem. W tej "bibliotece" świata, jaką jest internet nikt nie weryfikuje tekstów.

Mamy czasy, kiedy wyssany z palca internetowy tekst (nastawiony wyłącznie na klikalność), traktowany jest jak wiarygodne źródło informacji i znajduje się obok rzetelnego naukowego tekstu, nad którym ktoś nieźle się napracował. Tak, to te same czasy, w których autorytetem w dziedzinie zdrowia jest ćwicząca influencerka, z depresji leczy nas podróżniczka, a z raka, inżynier mechanik.


Poza oczywistymi przykładami tekstów, których autorami są po prostu niekompetentni twórcy przedstawiający raczej swoje opinie, niż fakty jest jeszcze całkiem spora ilość tekstów... z błędami. Cóż nam pozostaje w takiej sytuacji? Sprawdzać, po prostu sprawdzać!

Za każdym razem weryfikować źródło informacji i nie opierać się tylko na jednym tekście.


Poniżej pokażę Wam przykład tekstu, który ma wszelkie cechy, aby można go uznać za wiarygodny.

Po pierwsze jest tekstem zawartym w podręczniku do nauki zawodu i jest zgodny z podstawą programową kształcenia i z wymaganiami egzaminacyjnymi. Po drugie jest podręcznikiem wydanym przez jedno z największych w Polsce wydawnictw edukacyjnych. Po trzecie w końcu "została napisana przez doświadczony zespół specjalistów kosmetologii, wizażu, dermatologii, anatomii, chemii kosmetycznej, fizykoterapii" (to cytat).


No dobra, to czas na wspomniany tekst.

Dotyczy on diagnostyki skóry za pomocą lampy Wooda. Prawdopodobnie dlatego, że dotyczy on tematu, którym się bardzo interesuję, dostrzegłam, że coś jest w nim nie tak:).





Na czerwono zaznaczyłam ewidentne błędy merytoryczne - błędy, których nie da się obronić

  • Pierwszy błąd - oczywiście NIE "zaskórniaki", tylko zaskórniki. Wypadałoby również dodać, czy otwarte, czy zamknięte (nazewnictwo wykwitów pierwotnych, to taki trochę elementarz). O co chodzi w tych "zablokowanych porach" - czy to zamiast zaskórników otwartych, czy zamknietych? Pomarańczowa fluorescencja NIE świadczy o skórze tłustej, raczej o kolonizacji P.acnes.

  • Drugi błąd - suche miejsca NIE dają fluorescencji purpurowej, o czym autorka prawdopodobnie wie, ponieważ dwie linijki niżej podaje prawidłową barwę fluorescencji skóry suchej.

  • Trzeci błąd - jest dokładnie odwrotnie. Osoba badająca powinna mieć na sobie odzież, która NIE odbija promieniowania UV, aby nie powstało ryzyko mylnej diagnozy.


Na żółto zaznaczyłam pewną wątpliwość.

Większość artykułów naukowych, do których dotarłam wskazuje zalecaną odległość od badanej skóry na przedział od 10 do 15 cm. Należałoby w tym wypadku zapytać autorkę o źródła na podstawie, których podała taką informację.


Możnaby mieć jeszcze inne oczekiwania wobec tego tekstu, choćby o doprecyzowanie niektórych informacji, ale to już subiektywne pragnienia:).


Z życzeniami dobrej lektury, na zawsze:)


Małgorzata Krzykowska*


*Powyższy tekst jest własnością amiamo.pl Małgorzata Krzykowska i jest chroniony prawami autorskimi. Jeśli chcesz przywołać tekst lub zdjęcie tu zamieszczone podaj jego autora i źródło.











0 wyświetlenia